Recenzja spektaklu francuskojęzycznego "La petite fille aux allumettes" ("Dziewczynka z zapałkami")

„Dziewczynka (bez) zapałek”

O ile w utworze Hansa Christiana Andersena dziewczynka pragnie pozbyć się zapałek, tak w sztuce teatralnej Julie Annen bohaterka za wszelką cenę stara się owe zapałki znaleźć. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jej cały świat nie ograniczał się do trojga mężczyzn w garniturach i kucykach. Niewątpliwie bardzo ciężko jest nakreślić świat przedstawiony, jeśli mamy do dyspozycji jedynie kartkę papieru i długopis. To zadanie staje się równie uciążliwe, jeśli całą sztukę teatralną ma wystawić jedynie czwórka aktorów, praktycznie bez żadnych rekwizytów. Forma, jaka została zaprezentowana podczas spektaklu teatru Frêne en ciel z Avignon, jest niezwykle zaskakująca, chociaż nie każdy odbiorca będzie w stanie dostrzec drzemiący w niej potencjał.

Jak już nadmieniłam na wstępie, dziewczynka rzuca się w szaleńczą pogoń za pudełkiem zapałek, a wszystko po to, żeby uratować życie matce i posłusznie spełnić wolę ojca. Po drodze natrafia na wiele różnych osobowości, co mogłoby się wydawać niemożliwe przy tak małym zasobie aktorów. Jednak dzięki niezwykłemu kunsztowi scenicznemu aktorów oraz mocy metaforycznych zagadnień, widz za sprawą wyobraźni ma szansę przenieść się w inną rzeczywistość. Trójka mężczyzn kolejno odgrywa rolę różnych ludzi, czym natychmiastowo zostaje rozwiązany problem zbyt małego zaplecza wizualnego. Pomimo iż widownię i aktorów dzieliła bariera języka, to dzięki sprawnemu tłumaczeniu, każdy mógł poczuć prawdziwy francuskojęzyczny klimat przedstawienia.

Chociaż talent zaprezentowany przez artystów nie budzi żadnego sprzeciwu, to jednak niektórzy mieli wątpliwości co do tego, czy główna bohaterka jest grana przez odpowiednią osobę. Aktorka w żadnym stopniu nie przypominała małej niewinnej dziewczynki, co mogło w pewien sposób utrudnić odbiór sztuki. Jednak w ogólnym rozrachunku, pod względem technicznym przedstawienie wypadło bardzo dobrze.

Sama treść jest zdumiewająco prosta i można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że w pewien sposób banalna. Jednakże gdyby przyjrzeć się głębiej, widać jak duży wpływ w tej sztuce miała forma przekazu, czyli poetycki język, rozbudowane metafory i odpowiednio wyważone gesty. Tym sposobem zwykła historia stała się zapierającym dech w piersiach wyścigiem ze śmiercią. Do ostatniej chwili kibicujemy biednej dziewczynce, pogardzonej przez społeczeństwo.

Wszelkie wątpliwości co do sztuki zostały rozwiane na spotkaniu z reżyserką i aktorami. Mogliśmy zobaczyć ludzką twarz artystów i poznać ich życie oraz motywacje. Było trochę śmiechu, trochę gorzkich słów, ale pewne jest to, że w czasie całej rozmowy panowała atmosfera szczerości, a także uwagi z obu stron. Według mnie było to niezwykle cenne doświadczenie, które pozwoliło mi dostrzec nieco inną stronę zawodu aktora.

Ja i moi znajomi jesteśmy zgodni co do ogromu wartości, jaki wniósł w nasze życie ten spektakl. Mimo że różnie pojmujemy niektóre zagadnienia, to jednak w ostatecznym rozrachunku warto od czasu do czasu robić sobie taki trening umysłu w kontakcie z prawdziwą kulturą. Chociaż historia dziewczynki z zapałkami jest nam wszystkim bardzo dobrze znana, to jednak sięganie po uwspółcześnione wersje popularnych utworów, zawsze w jakiś sposób ubogaca odbiorcę. Polecam tę sztukę każdemu, kto pragnie rozwijać swoją wrażliwość na cierpienie innych ludzi. Właśnie dzięki takim odważnym manifestom artystycznym, rodzi się nadzieja na to, że jeszcze można zmienić ten świat na lepsze.

 

Amelia Pudzianowska, kl. 1E