Spółka wycieczkowa Czachowski / Kopernik w realiach włosko-francuskich

Spółka wycieczkowa Czachowski/Kopernik w realiach włosko-francuskich
(25 maja – 1 czerwca 2019)

Czy ktokolwiek z Was w chwili wyjazdu (niezależnie od kierunku) może przewidzieć, czy wyjazd będzie się Wam dłużył czy wręcz przeciwnie? Czy będziecie widokami zachwyceni, czy raczej rozczarowani? Czy doświadczycie czegoś fascynującego, czy zniechęcającego?

Trzeba przyznać, że kierunek północnych Włoch w połączeniu z południową Francją, mimo swej bezapelacyjnej atrakcyjności, nie dawał możliwości podróżującym przewidzenia tych czy innych aspektów długiej podróży i intensywnego pobytu w kilku miejscach, zarówno we Włoszech, jak i Francji.

Po blisko 18-to godzinnej jeździe autokarem dotarliśmy do Wenecji, która zaskoczyła nas świetną pogodą. Prognozy były dość niepokojące – deszcz i chłodno, a okazało się, że słońce nawet nas trochę opaliło i było bardzo ciepło. Czegóż chcieć więcej, aby móc docenić wspaniałe widoki Murano, Placu św. Marka czy Canale Grande? Kto by mógł przewidzieć, że nasza przewodniczka po Wenecji okaże się być radomianką i na dodatek absolwentką I LO, co wzbudziło ogromny entuzjazm połowy naszej grupy. :)

     

     

     

     

  

Kolejnego dnia w Mediolanie liczyliśmy na łaskawszą pogodę niż faktycznie była. Prognozy mówiły o przelotnych opadach deszczu, a okazało się, iż ten przelot trwał tyle, ile nasz pobyt w Mediolanie. Wszyscy zmokliśmy i zmarzliśmy, co wpłynęło na nasz niezbyt entuzjastyczny odbiór europejskiej stolicy mody. Jednak pyszna włoska kawa, pizze i inne ciepłe posiłki z pewnością odrobinę poprawiły nam humory. :)

 

     

     

     

     

 

Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy na Lazurowym Wybrzeżu, była Nicea. Tu, po raz pierwszy, mogliśmy podziwiać cudne odcienie wody wzdłuż wybrzeża. Niestety, nie mieliśmy nawet odrobiny czasu na zamoczenie w niej stóp. W ferworze zwiedzania nicejskich uliczek i zaułków kilka dusz, zagapiwszy się, zabłądziło, ale na krótko, na szczęście!

 

     

     

     

     

     

 

Tego samego dnia zawitaliśmy do przeuroczego Èze, w którym z zachwytem podziwialiśmy przepięknie położony ogród botaniczny wraz z widokiem na wybrzeże oraz zwiedziliśmy perfumerię Fragonard, po której oprowadzała nas pracująca tam Polka. Po poszerzeniu naszej wiedzy o kilka cennych ciekawostek dotyczących tworzenia zapachów, perfum, mydełek i innych kosmetyków, wielu spośród nas skusiło się na zakup niesamowicie pachnących pamiątek od Fragonard. Niektórzy naprawdę zaszaleli! :)

 

     

     

        

     

 

Vence – miasteczko, w którym mieszkał i tworzył Witold Gombrowicz, było kolejnym punktem na naszej mapie wycieczkowej. Muzeum Gombrowicza nie wszystkich zaciekawiło w takim samym stopniu, jednak trzeba przyznać, że owe muzeum-dom, w którym mieszkał Gombrowicz wraz z żoną, został, całkiem niedawno, fantastycznie odrestaurowany. Aby zostawić ślad naszej obecności w muzeum, wpisaliśmy się do pierwszej oficjalnej księgi pamiątkowej. Złożenie znicza na grobie Gombrowicza okazało się wyprawą w nieznane. Internetowy opis położenia grobu Gombrowicza nijak nie pasował do rzeczywistości. Po rozproszeniu się po cmentarzu w poszukiwaniu miejsca spoczynku naszego pisarza, nie czekaliśmy długo na odnalezienie nagrobka. Ogromne podziękowania dla Maćka Traczyka z 2B za super skuteczność! :)

 

     

     

     

     

 

Po skąpanym w słońcu Vence odwiedziliśmy równie cudownie słoneczne Antibes i znajdujące się w nim Muzeum Picassa. Pierwszym widokiem, który nas wszystkich zachwycił w Antibes, były ośnieżone alpejskie szczyty widziane na horyzoncie z mariny. Poznawszy pewne fakty z życia Picassa i zobaczywszy jego prace, wielu z uczestników zastanawiało się na głos – co on takiego brał i w jakich ilościach, żeby tworzyć takie dziecinne ‘bohomazy’? Cóż, pewnie jesteśmy niezbyt kompetentni, aby dostrzec i docenić talent i geniusz Picassa? Na poprawę humorów wszyscy delektowaliśmy się smakiem znakomitych lodów z lodziarni Gelateria Del Porto – niebo w gębie! Kto by przypuszczał, że akurat tam będziemy mogli zamówić lody po polsku! :)

 

     

     

     

     

 

W Cannes spędziliśmy niewiele czasu, ale zdołaliśmy zobaczyć pałac festiwalowy (zupełnie niewyglądający jak pałac!), gdzie co roku w maju odbywa się Międzynarodowy Festiwal Filmowy, w którym główną nagrodą jest Złota Palma. Po spacerze kilkoma uliczkami Cannes, zakupie pamiątek i czegoś do jedzenia musieliśmy pożegnać tę festiwalową mekkę filmowców.

 

     

     

     

 

Ostatnim słonecznym miejscem, które podziwialiśmy na Lazurowym Wybrzeżu, było Monako. Na wzgórzu Monte Carlo zajrzeliśmy do kasyna oraz gapiliśmy się na super auta milionerów, których tam nie brakuje. Gdzie znajduje się najdroższe mieszkanie na świecie? W Monako. Ile kosztowało? Ponad 330 milionów dolarów. Kto je kupił? Rosjanin. Ale Monako to nie tylko ogromne sumy pieniędzy i wszechobecni nowobogaccy, to też miejsce wyścigów F1 oraz dom książęcej rodziny Grimaldich. Po zwiedzaniu katedry, Pałacu Książąt Grimaldich i zrobieniu kolejnych dziesiątek zdjęć, udaliśmy się do Muzeum Oceanograficznego, aby odetchnąć w towarzystwie kolorowych ryb i rybek, żółwi, meduz, koników morskich czy koralowców i w końcu znaleźć odpowiedź na pytanie ‘Gdzie jest Nemo?’. To muzeum zachwyciło wszystkich. :)

 

     

     

     

     

     

     

     

 

Całą naszą włosko-francuską wyprawę zakończyliśmy w Sirmione nad jeziorem Garda. Ten niewielki kurort znany jest z pysznych lodów i pizzy, mnóstwa pamiątek, uroczych uliczek i zamku Scaligero. Pogoda nam dopisała i z ogromną ochotą zostalibyśmy tu na dłużej, lecz niestety po zrobieniu kilku zdjęć grupowych musieliśmy wyruszyć w drogę powrotną do Radomia. :(

 

     

     

 

Na poprawę humorów wszystkich uczestników świętowaliśmy w autokarze Dzień Dziecka na słodko. Po przekroczeniu granicy Polski młodzież I LO i III LO wraz z opiekunami z zapałem śpiewała polskie piosenki w wersji karaoke.

Mimo męczącej i długiej drogi, którą przebyliśmy, ciągłego braku czasu na przekąszenie czegoś i dość dużego tempa zwiedzania od niedzieli do piątku, wszyscy powróciliśmy z uśmiechami na twarzach, głowami pełnymi przeróżnych wrażeń i doświadczeń, aparatami oraz telefonami przepełnionymi zdjęciami i filmikami z Włoch i Francji. :)

To był przepiękny czas w absolutnie czarujących okolicznościach przyrody i architektury. Serdecznie dziękuję Dyrekcjom obu liceów, opiekunom, wszystkim uczestnikom, rodzicom uczniów, panom kierowcom i biurowi UNITUR za to, że ten wyjazd doszedł do skutku i że wszyscy wróciliśmy do domów cali i zdrowi. :)

 

Agnieszka Bednarczyk :)