Upadłość Matrasa i widmo upadku czytelnictwa

Ostatnio naprawdę dużo mówi się o cyfryzacji, a co za tym idzie kryzysie czytelnictwa, spadającej popularności książek i zbliżającym się końcu ery druku, który padnie potężnym cieniem na wszelki związany z tym biznes. Coraz więcej dziennikarzy spekuluje o niedługim zniknięciu tak czasopism, jak i lektur z półek księgarni, a nawet i domów, zastąpionych przez poręczniejsze, wygodniejsze, niezajmujące niemalże miejsca i ekologiczne w użyciu czytniki ebooków i same ebooki. Ludzie prasy mówią o tym, jak te drugie wyprą swoich przodków z domów i sklepów, co zwali z nóg nawet te najsilniejsze księgarnie – jednak problem jest dużo mniej złożony i nam bliższy: po prostu nie czytamy, a rynek księgarski już się wali.

Oto swą upadłość ogłosił drugi z kolosów polskiego rynku księgarskiego – Matras. Od długiego czasu spółka kierująca siecią borykała się z dużymi kłopotami finansowymi: rozbudowana sieć przynosiła głównie straty, w miarę aprowizacji długi rosły, pojawiali się kolejni wierzyciele, a sklepy zostały przywiedzione na skraj upadku. Na początku tego roku spółka otrzymała ochronę państwową, wstrzymano wszystkie egzekucje i pozwolono zarządowi zadziałać, by zminimalizować straty z sieci (wdrożono postępowanie sanacyjne). Niestety, zabieg nie udał się – pomimo likwidacji dużej części lokali i zmniejszenia asortymentu, Matras osuwał się w przepaść.

Lato przyniosło zastój i jeszcze większe straty idące każdego miesiąca w miliony złotych; zarząd dał za wygraną, nie mając środków i nie widząc sensu dalszej walki z nieuchronnym upadkiem. W sądzie, za zgodą akcjonariuszy i wierzycieli, umorzono postępowanie sanacyjne, a firmę czeka upadłość, jednak nie wiadomo, czy i tu odniesie sukces, bo – jak szacują biegli – proces ten pochłonie około 7 milionów, a z pozostałych zabezpieczeń i własności Matras uzbiera nie więcej niż połowę tej sumy; a trzeba wiedzieć, że długi spółki wynoszą niemalże 110 milionów złotych – nie licząc tych w zakupionych lub przechowywanych z gwarancją pokrycia kosztów książek, których sieć do tej pory nie zwróciła wydawcom.

Co z pewnością uszło uwadze większości klientów niedawno zachwiał się też drugi kolos w świecie książek – spółka kierująca siecią Empik także popadła w tarapaty: namnażające się długi zmusiły ją do odsprzedania sklepów Smyk i należących do niej szkół językowych rozlokowanych w całej Polsce. Te zabiegi pozwoliły z góry popatrzeć na upadającego konkurenta.

Prosta jest przyczyna tego kryzysu – jak wykazują badania, czytelnictwo w Polsce jest w powijakach; w przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową ankietach aż 63% badanych przyznało, że w ciągu ostatniego roku nie przeczytało żadnej książki! Ponad połowa nie była skłonna przejrzeć dłuższego artykułu w gazecie, a aż 41% ankietowanych stwierdziło, że na swoich półkach nie posiada niczego poza niezbędnymi w pracy i szkole podręcznikami (wyniki z roku 2016), a wyniki tych badań z roku na rok stają się coraz gorsze – te same pytania zadane cztery lata temu dały czytającym w niemal każdej kategorii o 10% lepsze wyniki. Obroty księgarni stacjonarnych na pewno okroiły też w dużej mierze sklepy internetowe oferujące dużo przystępniejsze ceny – a to w przypadku książek na polskim rynku jest bardzo kuszące dla potencjalnych kupujących.

Teraz Matras stara się wyprzedać pozostały asortyment – w drugim tygodniu października ruszyła 50-cio procentowa wyprzedaż na pozostałe na półkach książki i artykuły biurowe, co doprowadziło niemalże do opustoszenia półek; na pewno można tam coś jeszcze zdobyć, jednak zapewniam, że po najpopularniejszych tytułach nie został żaden ślad. Tak więc radzę wybrać się do księgarni i złowić coś z pozostałych książek, nim będzie za późno.

 

Jan Urbańczyk, kl. 2C