Trujące dary wód morskich

„Ryby są zdrowe!”, „Źródło kwasów Omega 3!”, „Ryby zapobiegają chorobom cywilizacyjnym!”. Te i setki innych BŁĘDNYCH haseł słyszymy na co dzień: w sklepach, w telewizji, a nawet we własnych domach.

- Czy należy się martwić? W końcu we współczesnym świecie wiele produktów spożywczych podlega obróbkom, są ulepszane, przez co tracą wartości odżywcze i cierpi na tym nasze zdrowie.

- Odpowiedź brzmi: TAK! Nie jesteśmy w stanie na obecną chwilę ochronić się przed szkodliwymi czynnikami, natomiast możemy je ograniczać.

Przejdźmy do konkretów:

Większość ryb, które trafiają na nasze stoły, pochodzi z hodowli, głównie z Somalii. Piękna, czysta kraina fiordów, nieopodal krajów skandynawskich, również pozostawia wiele do życzenia. W tych okolicach wybuchło kilka epidemii, lecz nikt nie ujawni takiej informacji na szeroką skalę, przede wszystkim sprawa ta nie dotrze do konsumenta. Weźmy pod lupę łososia. Kojarzony jest z najzdrowszą rybą, a można ją określić mianem jednej z najbardziej toksycznych na Ziemi.

Kolejną rybą, której należy się przyjrzeć, jest panga. Jest to jedna z tańszych ryb. W takim razie, co stoi za tak niską ceną? Wietnam. Jedna z lokalnych, tradycyjnych ryb. 95% produkowanej pangi pochodzi z tego kraju. W największej hodowli na świecie na każdym stawie żyje 300 tysięcy ryb, a stawów jest ponad 350. Żywi się je granulkami (do których później wrócę) z białka i tłuszczu. Po półrocznej hodowli łowi się określoną ilość ryb i filetuje. Oczyszcza się je w wodzie ze składnikiem ułatwiającym mrożenie i pochłaniającym wodę (płacimy więc za wodę, a nie za rybę). Po kąpieli ryba nie ma smaku ani zapachu. Dzięki temu sięgamy po nią chętniej. WWF wpisało pangę na listę produktów zagrażających zdrowiu człowieka. Do rzek Mekongu, gdzie żyją ryby, trafiają ścieki pobliskich domów oraz pestycydy z plantacji. Aby wodne stworzenia nie chorowały, producenci dają im ogromne ilości antybiotyków. Z czasem bakterie uodparniają się na dany lek, przez co dawka zostaje zwiększona. Co więc z naszym zdrowiem?

Organizacje walczące z hodowcami z Norwegii zakupiły sondę, co umożliwiło im zbadanie dna wód, gdzie hoduje się łososie. Znajduje się tam 15 m mułu, głownie odchodów i pestycydów. Największym problemem producentów jest jednak wesz łososiowa (tak, łosoś może mieć wszy). Zagnieżdża się ona w organizmie ryby, powodując spustoszenie. Co robią hodowcy? Zwiększają ilość pestycydów. Dochodzi do mutacji genetycznych między rybami. Hodowlane mieszają się z tymi wolno żyjącymi. Możemy je rozpoznać po braku dolnej części pyska czy „dziurach” w ogonie. Środek ryby kryje straszniejszą tajemnicę. Mięso nie jest elastyczne, łamie się. Dziki łosoś ma 5-7% tłuszczu, a hodowlany 15-34%. Najwięcej toksyn gromadzi się w tłuszczu.

Zbadano obecność szkodliwych związków w hamburgerze, mleku, jajkach, jabłkach, dorszu, ziemniakach i łososiu. Wykaz z tabeli przedstawia w porównaniu do łososia znikomy udział tych substancji. Jabłko ma mniej niż 2, hamburger niewiele więcej niż 3, a łosoś… ponad 9 w przedstawionej skali do 10. Według badań to nie pestycydy zawierają najwięcej niebezpiecznych związków, lecz… karma. Skąd biorą się tam składniki chemiczne?

Karma składa się głównie z dobijaków (gatunek ryby, który pochodzi z Bałtyku). Są one bardzo tłuste, dzięki czemu późniejsze łososie rosną dwa razy szybciej. Ze względu na % tłuszczu pochłaniają z wody duże ilości chemikaliów. Zmielone, dzielone są na proszek proteinowy i tłuszcz, następnie na granulki, którym karmione są ryby. Powstaje błędne koło. Dodatkowo producent dodaje etoksykinę. Stworzony przez firmę Monsanto pestycyd produkowany w celu ochrony roślin ogranicza się do kilku - kilkunastu mg. W przypadku paszy dla ryb obecność tego związku przekroczona jest ponad 1000 razy!

A co z naszym Morzem Bałtyckim i rybami? Okazuje się, że to jedno z najbardziej zanieczyszczonych mórz. Sprzedawczyni z lokalnego szwedzkiego sklepu odradziła kupno ryb takich, jak śledź czy łosoś. Kobiety w ciąży powinny kategorycznie unikać tych ryb, a pozostałe osoby powinny ograniczyć ich spożycie do jednego razu w tygodniu. Niewielkie substancje mogą powodować rozwój nowotworów czy rozregulowanie hormonów.

Reasumując, mamy wpływ na nasze zdrowie. To od nas zależy, czy popyt wzrośnie czy zmaleje. Czy nie warto jest wesprzeć lokalny, zaufany sklepik, niż kupić w supermarkecie, „bo taniej”? Nie warto dbać o swoje zdrowie? Współczesnym koncernom spożywczym nie zależy na naszym zdrowiu. Musimy zadbać o nie sami.

 

Patrycja Bojanowicz kl. 1C

 

 

Źródło materiału: Cała prawda o rybach https://www.youtube.com/watch?v=2l1bHFWimmY

Źródło zdjęcia: http://sekrety-zdrowia.org/unikaj-lososia-hodowlanego-jak-ognia/